Słońce w dosyć brutalny sposób wydarło Severusa spod panowania Morfeusza. Powiedział coś pod nosem, co ni w ząb nie przypominało żadnego artykułowanego dźwięku. Był zły na cały świat. Właśnie pozbawiono go wspaniałego snu, w którym to wraz z Lily obserwowali spadające meteoryty, a później zasnęli przytuleni do siebie.
Wtedy coś Severusa zaskoczyło. Skąd w jego pokoju wzięło się to łagodne szumienie wody? I dlaczego to łóżko jest takie niewygodne?! Zupełnie jakby spał na kamiennej podłodze. Dobra. Może jego materac w rodzinnym domu na Spinner’s End nie należy do tych luksusowych, no ale wszystko w granicach rozsądku. Nie powinien go teraz boleć dosłownie każdy mięsień ciała. Otworzył oczy a słońce od razu go oślepiło. Usiadł i przeczesał ręką swoje potargane, czarne włosy sięgające mu prawie do ramion. Później, wciąż zaspanym wzrokiem, rozejrzał się dookoła. I aż go zamurowało. Zobaczył rzekę i parę pagórków. Spostrzegł drzewo, pod którym spali. Tak, Lily leżała obok niego z kocem naciągniętym po samą szyję. Na jej twarzy widniało pełno piegów, które uwydatniły się przy kontakcie ze słońcem. Włosy miała rozrzucone dookoła głowy, które teraz połyskiwały w promieniach słonecznych. Tylko parę niesfornych kosmyków zasłaniało jej twarz. Severus sięgnął ręką i delikatnie zgarnął je na bok. Dziewczyna lekko się poruszyła, lecz nadal spała.
„Więc to nie był sen”, myślał. „To piękna rzeczywistość”.
Uśmiechnął się i powoli – tak żeby nie zbudzić Lily – wstał i poszedł obmyć twarz wodą. Była zimna ale od razu sprawiła, że sen i zmęczenie odeszły w niepamięć. Gdzieś w najdalszy zakamarek jego umysłu. Spryskał jeszcze wodą swój nagi tors (bluzkę przecież przeznaczył, aby wykonać opatrunek dla Lily), po czym wrócił do dziewczyny i wyciągnął ze swojego plecaka jedną z kanapek, które przyszykował wczoraj przed wyjściem z domu. Zaczął odgryzać od niej wielkie kęsy. Był potwornie głodny.
Przez cały czas patrzył na śpiącą Lily. Wyglądała tak pięknie, tak niewinnie. Zupełnie jak mała dziewczynka, która żyje w jakimś innym, bardzo odległym świecie i cały czas pogrążona jest w swych marzeniach, odłączona od rzeczywistości. Jak maleńka istotka, która żyje w przekonaniu, że na świecie nie ma zła i nikt nigdy jej nie skrzywdzi. Sam nie wiedział, czemu tak pomyślał. Po prostu tak mu się skojarzyło, gdy patrzył na jej rumianą twarz. Lily zresztą zawsze należała do tych (trzeba przyznać, że nielicznych) osób pozytywnie nastawionych do świata, które zawsze patrzą na innych przez wielkie, różowe okulary. Do takich osób, które przesadnie wierzyły w innych ludzi.
Gdy był już w połowie kanapki po raz pierwszy zaciekawił się tym, która jest godzina. A gdy spojrzał na przegub swojej ręki, na tarczę swojego starego zegarka zachłysnął się ostatnim połkniętym przez niego kawałkiem kanapki.
– Cholera jasna! – krzyknął, gdy już powstrzymał kasłanie. – Lily! Wstawaj! Słyszysz?!
Potrząsnął dziewczyną.
– So się sało? – wysapała wciąż zaspanym głosem przecierając rękami swoje oczy, a następnie rozciągając się.
– Już dziewiąta! Mamy tylko dwie godziny do odjazdu pociągu. A jeszcze musimy dojechać do Londynu!
Lily od razu się rozbudziła.
– Dlaczego wcześniej mnie nie obudziłeś?
Zaczęli zwijać pośpiesznie koce i wpychać je do wielkiego plecaka Severusa. Lily założyła swoją bluzkę, która mimo uprania w rzece nadal nosiła liczne plamy błota, a chłopak powiedział ze złością:
– Sam dopiero co wstałem…
Ruszyli szybkim marszem przez las. Severus trzymał Lily za rękę w obawie, żeby ta się nie przewróciła. I dobrze, że to robił, ponieważ nie patrzyła pod nogi spiesząc się, co spowodowało, że co chwila potykała się o jakieś wystające gałęzie.
Gdy dotarli do miasteczka Severus powiedział jej, że pójdzie do domu po kufer i później od razu do niej przybiegnie. Lily natomiast udała się truchtem do swojego domu. Szczerze powiedziawszy to bardzo się bała tego, co powiedzą jej rodzicie. Była pewna, że przez całą noc nie zmrużyli oka i zamartwiali się dociekając, gdzie też ona jest. W akcie desperacji mogli nawet wezwać policję. A przecież tłumaczenie się glinom nie byłoby jej na rękę. Zważywszy, że muszą zaraz wyjeżdżać do Londynu, jeśli chcą nie spóźnić się na pociąg i uczestniczyć w uczcie powitalnej w Hogwarcie.
Lily wbiegła szybko do domu zatrzaskując za sobą drzwi. Nie zwróciła uwagi na rodziców, którzy od razu pojawili się w holu tylko pobiegła na górę i wstąpiła do swojego pokoju. Przytaszczyła kufer stojący w kącie na sam środek pokoju i zaczęła biegać po całym pomieszczaniu co chwila dorzucając różne rzeczy do skrzyni. Na sam koniec wrzuciła byle jak wszystkie książki i przykryła je szatą wyjściową. Specjalnie położyła ją na wierzch biorąc pod uwagę fakt, że w pociągu będzie musiała się przecież w nią przebrać, a nie chciała później marnować czasu i dokopywać się do niej przez liczne książki i inne – mniej lub bardziej przydatne – rzeczy.
Wtedy ktoś otworzył drzwi do jej pokoju.
* ~~~~ * ~~~~ *
Severus otworzył
drzwi swojego domu. Już w progu zorientował się, że coś jest nie tak. Z pokoju
obok dochodziły wrzaski ojca.
– Co ty sobie właściwie, kobieto, wyobrażałaś?!
Severus zacisnął dłonie w pieści. Jak zwykle Tobiasz wrócił pijany nad ranem i od razu po przebudzeniu awanturował się o byle pierdołę. Chłopak zaczął iść powoli przez hol, a z każdym wrzaskiem ojca i cichym słowem jego matki, która próbowała się go uspokoić czuł jak gniew wypełnia całe jego ciało. Kiedy mijał kuchnię zobaczył kątem oka pustą butelkę po wódce na stoliku. Druga leżała rozbita na podłodze wśród pozostałości płynu, którego Tobiasz nie zdążył dopić do końca.
– Co ty sobie właściwie, kobieto, wyobrażałaś?!
Severus zacisnął dłonie w pieści. Jak zwykle Tobiasz wrócił pijany nad ranem i od razu po przebudzeniu awanturował się o byle pierdołę. Chłopak zaczął iść powoli przez hol, a z każdym wrzaskiem ojca i cichym słowem jego matki, która próbowała się go uspokoić czuł jak gniew wypełnia całe jego ciało. Kiedy mijał kuchnię zobaczył kątem oka pustą butelkę po wódce na stoliku. Druga leżała rozbita na podłodze wśród pozostałości płynu, którego Tobiasz nie zdążył dopić do końca.
Severus poszedł
dalej niesiony emocjami, a gdy tylko zobaczył uchylone drzwi pokoju i kolejną
serię wrzasków jedyne o czym marzył to podbiec do tego alkoholika i zacisnąć
swoje ręce na jego szyi. Tak, żeby już więcej nie skrzywdził jego i mamy. Żeby
wreszcie mogli być wolni. Żeby ona się nie bała każdego nadchodzącego dnia.
Tobiasz jednak umiał być przekonujący i Eileen wierzyła mu za każdym razem,
kiedy on zapewniał ją, że potrafi się zmienić. Jakże ona była naiwna.
– Proszę,
uspokój się. Sąsiedzi usłyszą – błagała go przyciśnięta do ściany.
Z policzka
ciekła jej krew.
– NIC MNIE NIE
OBCHODZĄ, KOBIETO, CI CHOLERNI SĄSIEDZI! MAM ICH GDZIEŚ! – wydzierał się jego
ojciec i podniósł rękę, żeby po raz kolejny przyłożyć jego matce. Jednak
Severus był szybszy. Przyskoczył szybko do Tobiasza i uwięził w żelaznym
uścisku jego oba nadgarstki. A później odepchnął go od Eileen. Nie było to
zresztą trudne, bo ojciec z trudem utrzymywał się na nogach, tak był zalany.
– Ty wstrętny,
gówniarzu! Ja ci dam podnosić łapę na swojego ojca... – i zaczął iść chwiejnym
krokiem ku chłopakowi, lecz on wypchnął go po prostu z pokoju i zatrzasnął za
nim drzwi. Zamknął je na klucz, po czym krzyknął:
– Ja nie mam
ojca! Zapamiętaj to sobie!
Podszedł powoli
do swojej matki, która teraz siedziała skulona w kącie i płakała cicho.
– Nic ci nie
jest? – spytał cicho dotykając jej ręki.
Jednak nie
odpowiedziała nic. Nadal łkała zasłaniając sobie twarz dłońmi. Wziął ją pod
ramię i zmusił, aby wstała i usiadła na skraju łóżka.
Usłyszał trzask drzwi frontowych. Tobiasz wyszedł. Najprawdopodobniej po kolejną porcję alkoholu albo do swoich koleżków, z którym miał wspólne hobby. Upijanie się do nieprzytomności i katowanie swoich rodzin.
Usłyszał trzask drzwi frontowych. Tobiasz wyszedł. Najprawdopodobniej po kolejną porcję alkoholu albo do swoich koleżków, z którym miał wspólne hobby. Upijanie się do nieprzytomności i katowanie swoich rodzin.
Severus wyszedł
do łazienki aby przynieść apteczkę. Wyjął z niej kilka plastrów i gazików oraz
wodę utlenioną, po czym wrócił z powrotem do Eileen. Usiadł w milczeniu koło niej
i zaczął jej obmywać ranę na policzku.
– O co tym razem
poszło? – spytał ledwo dosłyszalnym tonem. Gardło ściskało mu się za każdym
razem, gdy musiał patrzeć na coraz to nowsze ślady po przemocy Tobiasza. W
takich chwilach chciał uciec z mamą jak najdalej. Tak, żeby już nigdy go nie
spotkać. Ale jednocześnie chciał go zabić. Ukatrupić. Żeby już nigdy nikogo nie
mógł skrzywdzić. Darzył go wyjątkową nienawiścią. Nienawiścią, która zaślepiała
go i wypełniała jego całe ciało, kiedy był światkiem jednej z takich właśnie
scen, jaka odegrała się przed chwilą na jego oczach.
– O zwykłą
drobnostkę – powiedziała po chwili już uspokojona. – Stłukłam niechcący
szklankę, kiedy zmywałam naczynia. Nie chciałam się pokaleczyć, więc użyłam
czarów. I właśnie wtedy wrócił. Znasz go… Czasem jest wyrywny. A szczególnie
kiedy chodzi o magię. Nienawidzi jej – dokończyła, a po jej policzkach ściekły
świeże łzy.
– Wyrywny? –
powtórzył z niedowierzaniem w głosie Severus. – To nazywasz wyrywnością?! – wskazał na jej policzek.
Nie
odpowiedziała.
– Czemu po
prostu nie odejdziesz? Nie możesz wyjechać do babci? Przyjęłaby cię przecież.
– Nie mogę – wyszeptała.
– Nie mogę – wyszeptała.
W jej oczach
czaił się strach. Bała się Tobiasza. Bała się tego, jak zareaguje, kiedy nie
zastanie jej w domu. Bała się tego, że ją odnajdzie i wtedy już nie będzie
„delikatny”. Tylko, czy w jej oczach nie czaiło się coś jeszcze? Severus był
prawie przekonany, że za tym strachem przed tym, co przyniesie następny dzień
było coś jeszcze. Ale czy to możliwe?! Eileen po prostu obawiała się tego, że
Tobiasz nie da sobie bez niej rady?! Tylko jak może ją obchodzić los człowieka,
który znęcał się nad nią od zawsze?! Dzień w dzień. Który traktował ją i jego syna jak śmiecia
z byle powodu? Rzucał nimi o ściany i podnosił rękę, kiedy tylko coś mu się nie
spodobało? Czy można współczuć komuś… takiemu?!
– Musisz coś z
tym zrobić… Ja będę bezpieczny w Hogwarcie… A ty? Co ty zrobisz?
Milczała.
Severus przytulił ją do siebie widząc, że ta ponownie zanosi się płaczem, rozdarta
w środku, bo nie wiedziała co ma zrobić…
* ~~~~ * ~~~~ *
– Czy tyś do reszty zgłupiała?! – krzyknął jej ojciec.
– Ted, tylko nie nerwowo – uspokoiła go żona.
– Ted, tylko nie nerwowo – uspokoiła go żona.
– Jak mam być spokojny?! Całą noc się zamartwiamy, a ona wraca
cała utytłana błotem i nawet nie powie, gdzie była ani co robiła! – odwrócił wzrok od matki Lily i
spojrzał na rudowłosą. – A ty nie
sądzisz, że przydałoby nam się parę słów wyjaśnienia?
– Oczywiście, że tak. Tylko czy my nie możemy porozmawiać w drodze do Londynu? Jeśli nie wyjedziemy za parę minut, pociąg nam odjedzie. Severus zaraz tu będzie. Zabierze się z nami, dobrze?
Mówiąc to dziewczyna podniosła z wielkim wysiłkiem ciężki kufer i podeszła w stronę drzwi. Rodzice jednak nie mili zamiaru jej przepuścić.
– Przepraszam. To jest trochę ciężkie – wysyczała.
– Masz w tej chwili powiedzieć mnie i twojej matce gdzieś ty, do cholery, była!
Lily przestraszyła się. Ojciec jeszcze nigdy nie był w tak silnym stanie emocjonalnym, żeby podnieść głos. A teraz wydzierał się na nią. Lily wiedziała, że źle zrobiła nie wracając na noc do domu, ale chwile, które spędziła wraz z Sevem były takie cudowne. Nie chciała, żeby się skończyły. Zresztą była wczoraj tak zmęczona, że nie dałaby rady dowlec się nawet do lasu.
– Nie mam zamiaru się z wami kłócić – powiedziała zła i przecisnęła się siłą między rodzicami.
Ted trochę się zdumiał stanowczością jego córki, ale zaraz przywrócił na swoją twarz grymas złości.
– A co ci się stało w nogę jeśli mogę wiedzieć?! – krzyknął gdy Lily schodziła z kufrem ze schodów.
No tak. Na nodze ciągle miała zawiązany kawałek materiału z bluzki Severusa. Musiało to wyglądać podejrzanie. Bowiem chyba żaden normalny człowiek nie chodzi w ubraniu uwalonym błotem i w opasce na kolanie. Wyglądała jakby wyszła z buszu. Dosłownie. Tak jakby przez miesiąc siedziała gdzieś na odludziu, zabijała zwierzynę gołymi rękoma i żywiła się ich mięsem. Tak to chyba dobry przykład.
– Oczywiście, że tak. Tylko czy my nie możemy porozmawiać w drodze do Londynu? Jeśli nie wyjedziemy za parę minut, pociąg nam odjedzie. Severus zaraz tu będzie. Zabierze się z nami, dobrze?
Mówiąc to dziewczyna podniosła z wielkim wysiłkiem ciężki kufer i podeszła w stronę drzwi. Rodzice jednak nie mili zamiaru jej przepuścić.
– Przepraszam. To jest trochę ciężkie – wysyczała.
– Masz w tej chwili powiedzieć mnie i twojej matce gdzieś ty, do cholery, była!
Lily przestraszyła się. Ojciec jeszcze nigdy nie był w tak silnym stanie emocjonalnym, żeby podnieść głos. A teraz wydzierał się na nią. Lily wiedziała, że źle zrobiła nie wracając na noc do domu, ale chwile, które spędziła wraz z Sevem były takie cudowne. Nie chciała, żeby się skończyły. Zresztą była wczoraj tak zmęczona, że nie dałaby rady dowlec się nawet do lasu.
– Nie mam zamiaru się z wami kłócić – powiedziała zła i przecisnęła się siłą między rodzicami.
Ted trochę się zdumiał stanowczością jego córki, ale zaraz przywrócił na swoją twarz grymas złości.
– A co ci się stało w nogę jeśli mogę wiedzieć?! – krzyknął gdy Lily schodziła z kufrem ze schodów.
No tak. Na nodze ciągle miała zawiązany kawałek materiału z bluzki Severusa. Musiało to wyglądać podejrzanie. Bowiem chyba żaden normalny człowiek nie chodzi w ubraniu uwalonym błotem i w opasce na kolanie. Wyglądała jakby wyszła z buszu. Dosłownie. Tak jakby przez miesiąc siedziała gdzieś na odludziu, zabijała zwierzynę gołymi rękoma i żywiła się ich mięsem. Tak to chyba dobry przykład.
– To tylko... prowizoryczny opatrunek – uśmiechnęła się dziewczyna
powtarzając słowa Severusa.
Frontowe drzwi otworzyły się i wkroczył przez nie chłopak trzymający kufer.
„O wilku mowa”, pomyślała Lily.
– Witam państwa – przywitał się z rodzicami Lily.
– Hej, Sev. Okej, to ruszamy. Tylko pójdę się jeszcze przebrać.
Zostawiła swojego przyjaciela narażając go na atak swojego rozjuszonego ojca i poszła do łazienki uprzednio zabrawszy świeżą bluzkę i spodnie z szafy. Przebrała się szybko, uczesała lekko potargane włosy i zbiegła na dół akurat, aby usłyszeć słowa ociekające jadem.
– Widzicie? Mówiłam wam, że za tym wszystkim stoi ten patologiczny dzieciak – Snape.
Były to słowa jej siostry.
Lily nie mogła uwierzyć w to co przed chwilą usłyszała. W jej ciało wstąpił nieopanowany gniew. A więc jej przyjaciel został zaatakowany przez jej rodziców i ten opowiedział im całą historię. W chwili, gdy Severus mówił coś w stylu „Och! Wypraszam sobie!”, Lily wbiegła do salonu i zaczęła krzyczeć w kierunku Petunii
– Ty wredna, małpo! Jeszcze raz usłyszę coś takiego od ciebie, to zapewniam cię, że sobie wtedy porozmawiamy! Ale uprzedzam cię, że nie zawaham się wtedy użyć różdżki!
Severus zaczął ją odciągać od siostry i mówić, żeby się opanowała, ale ona krzyczała dalej w kierunku przerażonej Petunii:
– Nawet jeśli mnie wywalą z Hogwartu albo wsadzą do Azkabanu to bądź pewna, że coś ci się stanie!
– Lily, daj spokój… – powiedział Severus.
Zapanowała cisza. Rudowłosa dochodziła do siebie, a gniew powoli z niej ulatywał czubkami palców u nóg. Nikt się nie odzywał. Wszyscy patrzyli otępiale nie wiedząc jak zareagować na to, co przed chwilą się rozegrało przed ich oczami. Najbardziej osłupiała stała Petunia, która nigdy nie doświadczyła tego, aby siostra na nią podniosła głos, a co dopiero nawrzeszczała i zaczęła w nią ciskać wyzwiskami.
– Mmm… Taak… To może. Ktoś chce herbaty? – spytała nieśmiało mama Lily chcąc rozładować atmosferę.
A gdy Lily posłała jej na wpół mordercze, na wpół irytujące spojrzenie a do tego wszystkiego zacisnęła mocno usta przygryzając mocno dolną wargę, pani Evans poczuła, że nie powinna była tego mówić. Ale przecież zawsze jest tak, że jeśli człowiek chce dobrze to wszystko obraca się przeciw niemu.
Odrzucenia… Tego, że spojrzy na niego jak na upośledzonego psychicznie i powie z zimną krwią, że ona do niego nic nie czuje. Mimo iż brzmiało to absurdalnie i nie pasowało to do temperamentu Lily, on właśnie się tego obawiał. Odrzucenia. Ostatecznie wyśmiania w twarz. Nie raz myślał o tym o ile łatwiej by mu się żyło, gdyby wreszcie zrzucił ten ciężar z serca i wyznał dziewczynie co do niej czuje. Nie chciał psuć tej przyjaźni, więc nigdy nie powiedział jej o swoich uczuciach.
Czasami jednak miał nikłe, maleńkie przypuszczenie, że Lily zdaje sobie sprawę z tego, że on, Severus ją kocha. Wydawało mu się, że czasami gdy patrzy w jej oczy (te cudne, zielone, kocie oczy) widzi taki błysk, który mówił mu, że ona sobie doskonale zdaje z tego sprawę. Taki sam błysk dostrzegł wczoraj, kiedy patrzyła na meteoryty a później ich spojrzenia na chwile się spotkały.
Po całej godzinie spędzonej w wszechogarniającej ciszy samochód państwa Evansów wreszcie wtoczył się powoli na zatłoczony parking dworca. Słońce, które jeszcze o godzinie dziewiątej dawało się mocno we znaki schowało się gdzieś za czarnymi chmurami, z których teraz lał deszcz. Niemiłosierne krople siarczyście ciskały w całkowicie już przemoczonych ludzi.
Do odjazdu pociągu pozostało im tylko pięć minut. Severus i Lily patrzyli nerwowo to na tłum przez, który nie mógł się przedrzeć samochód, to na deskę rozdzielczą, gdzie z nieubłaganą szybkością cyfry na zegarku zmieniały swoją liczbę. Jeśli w tej chwili nie wysiądą to nie zdążą na pociąg. Severus był tego pewny.
– Lily, musimy iść. Dziękuję państwu za podwózkę.
Po czym chłopak wysiadł i wyciągnął z bagażnika oba kufry – dziewczyny i swój. Lily rzuciła w stronę rodziców jakieś szybkie pożegnanie i obiecała, że będzie do nich regularnie pisać, po czym pobiegła za chłopakiem. Musieli się pośpieszyć, bo inaczej Express Hogwart odjedzie bez nich zostawiając ich na pastwę losu. A tego nie chcieli; Severus bowiem nie był typem osoby, która lubi być na ustach innych. Nie lubił robić wokół siebie rozgłosu. A wparowanie do szkoły w środku uczty powitalnej z pewnością nie umknęłoby niezauważalnie.
„Nie jestem jak ta żałosna imitacja czarodziejów, którzy nazywają siebie Huncwotami, żeby nie wytrzymać dnia bez popisywania się przed wszystkimi”, pomyślał.
Kiedy biegli z Lily po dworcu potrącając co chwila innych, niezbyt zadowolonych z tego faktu, ludzi wielki zegar na ścianie wskazywał za dwie jedenastą.
Severus przepychał się coraz szybciej prowadząc przed sobą wózek z dwoma kuframi i klatką z małą sówką płomykówką. Lily natomiast niosła swojego kota. Próbowali jak najszybciej dostać się do barierki między peronem dziewiątym a dziesiątym.
Mimo iż na dworze spędzili przed chwilą dosłownie minutę byli cali mokrzy. Ubrania lepiły im się do ciała, a włosy opadały strąkami wokół twarzy.
Frontowe drzwi otworzyły się i wkroczył przez nie chłopak trzymający kufer.
„O wilku mowa”, pomyślała Lily.
– Witam państwa – przywitał się z rodzicami Lily.
– Hej, Sev. Okej, to ruszamy. Tylko pójdę się jeszcze przebrać.
Zostawiła swojego przyjaciela narażając go na atak swojego rozjuszonego ojca i poszła do łazienki uprzednio zabrawszy świeżą bluzkę i spodnie z szafy. Przebrała się szybko, uczesała lekko potargane włosy i zbiegła na dół akurat, aby usłyszeć słowa ociekające jadem.
– Widzicie? Mówiłam wam, że za tym wszystkim stoi ten patologiczny dzieciak – Snape.
Były to słowa jej siostry.
Lily nie mogła uwierzyć w to co przed chwilą usłyszała. W jej ciało wstąpił nieopanowany gniew. A więc jej przyjaciel został zaatakowany przez jej rodziców i ten opowiedział im całą historię. W chwili, gdy Severus mówił coś w stylu „Och! Wypraszam sobie!”, Lily wbiegła do salonu i zaczęła krzyczeć w kierunku Petunii
– Ty wredna, małpo! Jeszcze raz usłyszę coś takiego od ciebie, to zapewniam cię, że sobie wtedy porozmawiamy! Ale uprzedzam cię, że nie zawaham się wtedy użyć różdżki!
Severus zaczął ją odciągać od siostry i mówić, żeby się opanowała, ale ona krzyczała dalej w kierunku przerażonej Petunii:
– Nawet jeśli mnie wywalą z Hogwartu albo wsadzą do Azkabanu to bądź pewna, że coś ci się stanie!
– Lily, daj spokój… – powiedział Severus.
Zapanowała cisza. Rudowłosa dochodziła do siebie, a gniew powoli z niej ulatywał czubkami palców u nóg. Nikt się nie odzywał. Wszyscy patrzyli otępiale nie wiedząc jak zareagować na to, co przed chwilą się rozegrało przed ich oczami. Najbardziej osłupiała stała Petunia, która nigdy nie doświadczyła tego, aby siostra na nią podniosła głos, a co dopiero nawrzeszczała i zaczęła w nią ciskać wyzwiskami.
– Mmm… Taak… To może. Ktoś chce herbaty? – spytała nieśmiało mama Lily chcąc rozładować atmosferę.
A gdy Lily posłała jej na wpół mordercze, na wpół irytujące spojrzenie a do tego wszystkiego zacisnęła mocno usta przygryzając mocno dolną wargę, pani Evans poczuła, że nie powinna była tego mówić. Ale przecież zawsze jest tak, że jeśli człowiek chce dobrze to wszystko obraca się przeciw niemu.
* ~~~~
*
~~~~ *
Piętnaście minut
później siedzieli już w zatłoczonym samochodzie. Rodzice dziewczyny z przodu, a
Lily i Severus z tyłu. Mimo, że jechali na dworzec godzinę nikt nie odezwał się
ani słowem. Każdy miał jeszcze przed oczyma i w głowie widok z salonu. Chłopak
chciał jej powiedzieć jak bardzo jest jej wdzięczny i jak mu się miło zrobiło,
kiedy jego… przyjaciółka stanęła w jego obronie, lecz nie chciał przerywać milczenia.
Pomyślał sobie przecież, że będzie jeszcze mnóstwo czasu aby powiedzieć jej
jakie to było dla niego ważne. A gdy do jego umysłu napłynęła wizja wspólnie
spędzonych chwil w Hogwarcie, które niedługo staną się rzeczywistością
uśmiechnął się pod nosem. Marzył o tym, aby wraz z Lily wylegiwać się pod tym
starym drzewem nad jeziorem. Nawet nie miał nic przeciwko wspólnej nauce.
Byleby tylko Lily była przy nim. O nic więcej nie prosił. Tylko o to. Wiedział
jednak, że ta prośba jest wielką zachcianką. Dziewczyna bowiem miała w nim
tylko przyjaciela. To zabawne, ale on nigdy nie zdobył się na to, aby
porozmawiać z nią o swoich uczuciach. Zbyt bardzo się bał. Czego?Odrzucenia… Tego, że spojrzy na niego jak na upośledzonego psychicznie i powie z zimną krwią, że ona do niego nic nie czuje. Mimo iż brzmiało to absurdalnie i nie pasowało to do temperamentu Lily, on właśnie się tego obawiał. Odrzucenia. Ostatecznie wyśmiania w twarz. Nie raz myślał o tym o ile łatwiej by mu się żyło, gdyby wreszcie zrzucił ten ciężar z serca i wyznał dziewczynie co do niej czuje. Nie chciał psuć tej przyjaźni, więc nigdy nie powiedział jej o swoich uczuciach.
Czasami jednak miał nikłe, maleńkie przypuszczenie, że Lily zdaje sobie sprawę z tego, że on, Severus ją kocha. Wydawało mu się, że czasami gdy patrzy w jej oczy (te cudne, zielone, kocie oczy) widzi taki błysk, który mówił mu, że ona sobie doskonale zdaje z tego sprawę. Taki sam błysk dostrzegł wczoraj, kiedy patrzyła na meteoryty a później ich spojrzenia na chwile się spotkały.
Po całej godzinie spędzonej w wszechogarniającej ciszy samochód państwa Evansów wreszcie wtoczył się powoli na zatłoczony parking dworca. Słońce, które jeszcze o godzinie dziewiątej dawało się mocno we znaki schowało się gdzieś za czarnymi chmurami, z których teraz lał deszcz. Niemiłosierne krople siarczyście ciskały w całkowicie już przemoczonych ludzi.
Do odjazdu pociągu pozostało im tylko pięć minut. Severus i Lily patrzyli nerwowo to na tłum przez, który nie mógł się przedrzeć samochód, to na deskę rozdzielczą, gdzie z nieubłaganą szybkością cyfry na zegarku zmieniały swoją liczbę. Jeśli w tej chwili nie wysiądą to nie zdążą na pociąg. Severus był tego pewny.
– Lily, musimy iść. Dziękuję państwu za podwózkę.
Po czym chłopak wysiadł i wyciągnął z bagażnika oba kufry – dziewczyny i swój. Lily rzuciła w stronę rodziców jakieś szybkie pożegnanie i obiecała, że będzie do nich regularnie pisać, po czym pobiegła za chłopakiem. Musieli się pośpieszyć, bo inaczej Express Hogwart odjedzie bez nich zostawiając ich na pastwę losu. A tego nie chcieli; Severus bowiem nie był typem osoby, która lubi być na ustach innych. Nie lubił robić wokół siebie rozgłosu. A wparowanie do szkoły w środku uczty powitalnej z pewnością nie umknęłoby niezauważalnie.
„Nie jestem jak ta żałosna imitacja czarodziejów, którzy nazywają siebie Huncwotami, żeby nie wytrzymać dnia bez popisywania się przed wszystkimi”, pomyślał.
Kiedy biegli z Lily po dworcu potrącając co chwila innych, niezbyt zadowolonych z tego faktu, ludzi wielki zegar na ścianie wskazywał za dwie jedenastą.
Severus przepychał się coraz szybciej prowadząc przed sobą wózek z dwoma kuframi i klatką z małą sówką płomykówką. Lily natomiast niosła swojego kota. Próbowali jak najszybciej dostać się do barierki między peronem dziewiątym a dziesiątym.
Mimo iż na dworze spędzili przed chwilą dosłownie minutę byli cali mokrzy. Ubrania lepiły im się do ciała, a włosy opadały strąkami wokół twarzy.
Minuta do odjazdu.
Dotarli wreszcie
do barierki i rzucili się biegiem w jej kierunku. A w następnej chwili, gdy
każdy normalny, człowiek - mugol pomyślałby sobie, że zderzą się zaraz z barierką
i wywalą się wraz z całym wózkiem, oni zniknęli. Zniknęli, aby pojawić się
zaraz na stacji, gdzie tabliczka na ścianie obwieściła wszem i wobec, że jest
to peron 9¾.
Pół minuty do odjazdu.
Przepychali się
pomiędzy rodzicami i pozostałą rodziną dzieci, które już powsiadały do pociągu.
Ostatnie pożegnania, ostrzeżenia, pouczenia i całusy na do widzenia (Rym w pełni niezamierzony ^^ Wena płata człowiekowi różne figle o drugiej w nocy ;P )
Wreszcie dorwali
się do pociągu i wsiedli do jednego z wagonów. A gdy tylko zatrzasnęli za sobą drzwi
usłyszeli donośny gwizd lokomotywy i pociąg zaczął powoli sunąć przed siebie.
Ku Hogwartowi. Ku lepszemu życiu Severusa.
___________________________
Na samym końcu chciałabym powiedzieć tylko tyle, że nie wiem co mam do końca sądzić o tym rozdziale. Ktoś (ten ktoś wie, że to on xD) powiedział mi po poprzednim rozdziale, że nie pokazałam nienawiści Severusa do ojca, więc w tym rozdziale chciałam zaspokoić jego niedosyt ;D No, mam nadzieję, że mi się udało. Rozdział miał być dłuższy, ale go skróciłam :) Powiem Wam tylko, że w następnej części będzie się dużo działo i zacznie się robić ciekawie. Pojawią się Huncwoci ^^ ujrzymy także ciemną stronę Severusa, ale nic więcej nie powiem (!) ;) Tak więc komentujcie, komentujcie i jeszcze raz komentujcie. Mówcie, co jest źle, co się nie podoba a z czego jesteście zadowoleni (Mniemam, że nie będzie tego dużo T^T). Weryfikacja komentarzy jest wyłączona, więc sklecenie kilku zdań nie wymaga chyba wiele czasu? :)
Pozdrawiam,
Gutta Bad
___________________________
Na samym końcu chciałabym powiedzieć tylko tyle, że nie wiem co mam do końca sądzić o tym rozdziale. Ktoś (ten ktoś wie, że to on xD) powiedział mi po poprzednim rozdziale, że nie pokazałam nienawiści Severusa do ojca, więc w tym rozdziale chciałam zaspokoić jego niedosyt ;D No, mam nadzieję, że mi się udało. Rozdział miał być dłuższy, ale go skróciłam :) Powiem Wam tylko, że w następnej części będzie się dużo działo i zacznie się robić ciekawie. Pojawią się Huncwoci ^^ ujrzymy także ciemną stronę Severusa, ale nic więcej nie powiem (!) ;) Tak więc komentujcie, komentujcie i jeszcze raz komentujcie. Mówcie, co jest źle, co się nie podoba a z czego jesteście zadowoleni (Mniemam, że nie będzie tego dużo T^T). Weryfikacja komentarzy jest wyłączona, więc sklecenie kilku zdań nie wymaga chyba wiele czasu? :)
Pozdrawiam,
Gutta Bad

Nie wiem, czy pobierałem jakieś kursy szybkiego czytania, ale ten rozdział przeczytałem jednym tchem, w bardzo szybkim tempie. Lub przynajmniej tak mi się wydaje. Te dobre chwile mijają najszybciej, więc dlatego w mgnieniu oka dotarłem do Twojego dopisku.
OdpowiedzUsuńBardzo mi się podoba! I nie traktuję tego subiektywnie, wierz mi. Bardzo dobrze opisane uczucia, świetne opisy rzeczy i miejsc. Tylko... czegoś mi brakuje. Nie potrafię tego nazwać. Może... magii? W końcu to opowieść o czarodziejach. Wiem, nie mogą czarować w wakacje, ale przydałaby się chociaż jakaś wzmianka...
Muszę przyznać, że masz szeroko rozwinięte słownictwo. Potrafisz znaleźć synonimy i antonimy. Kilka słów mi nie pasowało, bodajże "pierdoły". Takie słowo w opowiadaniu stanowczo nie pasuje, a przynajmniej to moje doznania.
Miejscami wcięło Ci przecinek, czasami dałaś je w nadmiarze. Zauważyłem też jeden błąd przy dialogu. Poza tym nie mam nic do zarzucenia.
Brawo, brawo i jeszcze raz brawo! Czekam na następny rozdział, oby jak najszybciej :3
Dodajesz rozdziały za rzadko.Rób to szęściej ,bo one są zajebiste!Co do tego wpisu to jest on wspaniały,ale jak na mój gust za krótki.
OdpowiedzUsuń